5 kłamstw, w które dwudziesto​parolatkow​ie muszą przestać wierzyć

Sylwia całe życie słyszała, że może zostać kimkolwiek chce, a sukces jest tuż za rogiem. Teraz, kiedy tkwi w mało ekscytującej pracy bez większych perspektyw na awans, tak jak inni dwudziestoparolatkowie po studiach - jej codzienność przepełnia zrezygnowanie i brak ochoty na szukanie czegoś więcej. Czar prysł.

Poczucie rozczarowania często rodzi się z kłamst jakie się nam wmawia, albo jakie sami sobie wmawiamy. Zostaliśmy okłamani, a te kłamstwa powstrzymują nas przed rozwojem i osiąganiem "życiowego" więcej i lepiej.



Zbyt wielu dwudziestoparolatków porusza się poprzez trudne zakręty i manowce z umorusaną kłamstwem i półprawdą przednią szybą. A potem zastanawiamy się dlaczego tak wielu z nas się rozbiło na początku lub w połowie jakiejś tam wyimaginowanej drogi.

Jako 29 latek, na finiszu mojej trzeciej dekady (za miesiąc z kawałkiem stuknie mi "trzydziestka") chcę zaapelować do wszystkich dwudziestoparolatków - musicie zacząć filtrować te kłamstwa, bo inaczej zostaniecie na poboczu drogi, która wiedzie do spełnionego i satysfakcjonującego życia.

Jeśli mamy znaleźć odpowiedź na chorobę, która trawi pokolenie x, y czy zet to musimy umiejętnie przestać wierzyć w kłamstwa - teraz.

1. Jestem jedyną osobą, która się zmaga

Nie jesteś jedyną osobą, która się zmaga, zadaje pytania i zastanawia nad tym co będzie dalej? Co teraz? Czy mam wszystko co potrzebne do zrealizowania swoich pragnień?

Nasze lata dwudzieste są trudne - to prawda. Zbyt dużo osób zmaga się z kryzysem "ćwierć wieku" w izolacji.

Wszyscy potrzebujemy pomocy i wsparcia. Potrzebujemy zachęty, motywacji, porady i kogoś kto będzie rozumiał przez co przechodzimy.

Nikt nie odkrył jeszcze złotego środka. Dwudziestoparolatkowie, którzy uważają, że są "królami podwórka “ mogą się jeszcze mocno zdziwić.

2. Powinienem już dawno odnieść sukces!

Oczekiwałem, że moje lata dwudzieste będa pełne szalonych zawodowych sukcesów, przepełnione uznaniem, super pensją, konferencjami, na których będę młodym spełnionym mówcą oraz będe otoczony wianuszkiem ludzi, którzy będą chcieli poznać tajniki mojego sukcesu - a wszystko to do moich 23 urodzin - może do 25 jeśli natrafię na jakieś poważne przeszkody.

Ja młody - nie zdawałem sobie sprawy, że osiągnięcie sukcesu zajmuje sporo czasu - naprawdę sporo.

Sukces to nie jest donner kebab, dostarczony do naszych rąk po 5 minutach oczekiwania. Sukces nie rodzi się po kilku szybkich manewrach.

Nie, sukces to jest Kaplica Sykstyńska - dotarcie do końca zajmuje lata, ból, frustracje, tysiące pędzli, próbek kolorów i szkicy co chwilę rysowanych i ścieranych na nowo zanim powstanie arcydzieło.

Niezliczone sławne osoby, które często w naszej kulturze idolizujemy - jak na przykład Abraham Lincoln czy Steve Jobs - dramatycznie upadały w wieku dwudziestu paru lat. Nawet Jezus, który jak wierzę, nigdy nie upadł, nie zaczął swojej historycznej służby wcześniej, niż w wieku 30 lat.

Sukces to nie sprint, to maraton Ironmana, a nasze dwudziesto-paro-letnie "bieganie" to nie jest wyścig. Nie, nasze lata dwudzieste są po to byśmy mogli przygotować się i zbudować kondycję - po to, by uczestniczyć w biegu w naszych przyszłych latach.

Jeśli dziś zrobisz pierwszy krok w kierunku realizacji swojego marzenia - jesteś sukcesem. Bo sukces kryję się w szczegółach.

3. Życie nie wygląda tak, jak powinno

Znaczy.. no tak. Tak, życie nie wygląda tak jak powinno - ale jak właściwie powinno wyglądać życie?

Nie ma żadnego "powinno". "Powinno" to w tym wypadku kłamstwo. "Powinno" jest oparte na percepcji sukcesu kogoś innego.

Żyj swoim życiem w taki sposób by przynajmniej codziennie odczuwać progres. Przemieszczaj się w kierunku, w który wierzysz. To jest twoje prawidłowe "powinno".

4. Nie mam tego "czegoś"

Jestem na sto procent pewien, że masz. Stawiam na ciebie - jak na Tolka Banana, że jesteś czarnym koniem twojego życia. Zajmie tylko trochę czasu zanim odkryjesz co takiego masz w sobie dokładnie.

Nasze lata dwudzieste to proces, a nie przyjęcie niespodzianka. Nie wchodzisz, od tak poprostu do pokoju i z tego i owego wyskakują na ciebie twoje powołanie i spełenienie zawodowe. Życie to podróż - i niezależnie od tego jak szybko chcemy pokonywać odcinki specjalne, żeby dobić do nastepnego punktu kontrolnego, będziemy musieli powoli odkryć co jest dokładnie naszą satysfakcjonującym punktem końcowym.

Jesteśmy wszyscy niezwykle zdolni w "czymś". Musimy tylko zacząć obierać warstwę po warstwie, tak żebyśmy mogli ujrzeć czym jest to "coś".

5. Jestem porażką

Jedyną porażką naszej trzeciej dekady życia byłoby gdybyśmy nie mieli żadnych porażek. Jedyną porażką naszych lat dwudziestych byłoby gdyby nasze porażki stały się naszą tożsamością.

Nasze lata dwudzieste muszą być "napakowane" błędami. Ktokolwiek mówi ci inaczej - kłamie. Ale ty nie musisz definiować się przez porażki.

Porażka to nie jest kropką na końcu zdania - to zaledwie przecinek lub akcent w zdaniu, które wtedy dopiero może być właściwie odczytane.

Tylko gdy przestaniemy próbować - poniesiemy prawdziwą porażkę.

Jest tylko jeden sposób by nasze osobiste "dwudziestolecia" były otoczone wymarzonym spełenieniem i podsumowane sukcesem - jakikolwiek on by nie był: Upadaj, naprawiaj, popełniaj błędy, próbuj jeszcze raz - do skutku.

A wy jakie kłamstwa dopisalibyście do tej listy?

Wpis zainspirowany mądrością Donalda Miller'a, Paula Angon'a i Michaela Hyatt'a.
Trwa ładowanie komentarzy...